﻿<title_newspaper="Przekrój"> 
<title_article="Annapurna cz. 1.">
<author_1="Stefan Wilkosz">
<author_2="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1953">
<month="12">
<date="1953-12-20">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Mimo piekącego słońca mróz przenikał alpinistów coraz bardziej. Lachenal od samego początku marszu miał zdrętwiałą z zimna nogę. Siadł, zdjął but, masował stopę, znowu ruszył. „Odmrożona" — wyszeptał. Herzog też nie czuł swoich nóg. Pot zalewał im oczy, oddech świszczał, a serca trzepotały w gardłach.
Herzog straszliwym wysiłkiem wewnętrznym odganiał pokusę myślenia o odwrocie. O bezużyteczności całej wyprawy. O nikłych szansach powrotu. O tym, że szczyt Annapurny to aż 8075 metrów... Nagle poczuł na ramieniu rękę Lachenala. Chrapliwy szept: "Jeżeli zawrócę — co zrobisz?"
Przez stępiony mózg Herzoga przeleciał film wspomnień. Marsz przez dżunglę, poszukiwania szczytu, trudy ostatnich dni "oblężenia" i wspinaczki. Teraz już było blisko. Czy można się poddać? Odpowiedział: "Pójdę sam". Chwila ciszy
"Idę za tobą" — gdzieś z przestrzeni usłyszał Herzog. Kości były rzucone. Odtąd szli jak bracia. Zbocze nagle stało się bardziej strome. Stanęła przed nimi spiętrzona ściana skalna. Herzog zrozumiał, że nie jest zdolny do podjęcia z nią walki, że nie ma siły do wbijania klamer, wspinania się i podciągania. Nie zabrali zresztą liny. Czyżby tutaj, o krok od zwycięstwa, miała ich spotkać klęska?
Nagle zobaczył podniesioną rękawicę Lachenala i usłyszał tryumfujący okrzyk: "Żleb". Mieli szczęście. Stromy, ośnieżony żleb przerywał skalny wał, pnąc się ku górze. Skręcili ku niemu i ruszyli z trudem, wybijając z wysiłkiem stopnie w twardym śniegu. Czekanami utrzymywali równowagę, zarzucając je przed siebie jak kotwice, po każdym kroku, gdy przystawali, aby uspokoić serca, które rozsadzały piersi.
Żleb stawał się coraz bardziej stromy, wychodził najwidoczniej na przełęcz. Dochodziła druga godzina; ruszyli o szóstej. Ostatnim wysiłkiem wygramolili się ze żlebu, omijając głazy — i nagle wielki, wściekły wiatr uderzył im w twarze. Nad nimi już nic nie było. Stali na szczycie Annapurny.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_2>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 

